Lecimy. Już za moment przeniesiemy się na antypody i rozpoczniemy podróż powrotną. To w zasadzie cały nasz plan. Serio. Wysiądziemy na lotnisku w Melbourne, poskładamy rowery, załadujemy sakwy i po prostu ruszymy w drogę. Drogę, która po 18 miesiącach ma nas zaprowadzić do Polski.
Plany planami, ale wszyscy wiemy, jak jest
Plany są takie, jakie nakreśliliśmy na mapie. Gdy na nie spoglądamy, jak zawsze zresztą, wracają wspomnienia wyprawy z 2012 roku, kiedy precyzyjnie wykreślony wężyk na mapie Google’a okazał się w realu zupełnie niewykonalny. Ironicznie podnosimy więc kąciki ust, spoglądamy na siebie i zanosimy się śmiechem. Bo tyle warte są, mniej więcej, twarde szkice wykreślone w wygodnym fotelu przed kompem. A jak będzie tym razem? Znaków zapytania jest sporo. Żeby wspomnieć tylko niepokoje powyborcze w Birmie, dalsze utrudnienia w otrzymaniu wizy do Chin, podszczypywane przez Talibów południe Tadżykistanu i masę niepokojów wstrząsających pogranicze irańsko-iracko-tureckie.
Traktujemy więc pomarańczową kreseczkę na mapie jako pomysł – ideał. No chcielibyśmy bardzo, ale wszyscy wiemy, jak jest. Tym razem jednak, w przeciwieństwie do twardego planu z 2012 roku, mamy do tej podróży odpowiednio zafiksowane głowy.
Jedziemy jak droga puszcza
A jak nie puszcza, to po prostu zmieniamy plany. Ot i cała tajemnica. Podczas rowerowej przeprawy przez Himalaje, Karakorum i Pamir do samego końca nie dopuszczaliśmy myśli o odstąpieniu od zaplanowanej kreseczki. Zrodziło się z tego sporo frustracji, gdy najpierw odpadło pasmo Pamiru, a później Karakorum. Teraz jest luz. I myśl, że niezależnie od tego, co się może zepsuć, będziemy jechać dalej. W tę czy inną stronę, przez ten lub inny kraj.
Jak nam kibicować?
Będą wpisy i będzie dużo zdjęć – stąd taka forma bloga. Ale nie tylko tu. Na bieżąco postęp wyprawy w sensie geograficznym śledzić będzie można na mapie. To tu też zaznaczać będziemy każdy wpis. Zapraszamy też na facebooka.
Na moim Instagramie @andrzejbrandt mam zamiar codziennie wrzucać jedną impresję z podróży. To oczywiście nie oznacza, że foty będą pojawiać się raz na dobę. Dostęp do internetu będzie w tym względzie kluczowy – będzie więc tak, że jak już dorwiemy się do łącza, wpłyną tam foty hurtowo, z – powiedzmy – dwóch ostatnich tygodni.
Konto na instagramie ma też Kasia. Zaglądajcie na obydwa. Mamy miejscami bardzo rozbieżne spojrzenia na doświadczenia podróżowania.
A jeżeli macie jakieś pytania, piszcie na nasze maile:
Kasia – kasia_gadek (a) interia.pl
Andrzej – andrzej.brandt (a) gmail.com
Boże ! Jesteście niesamowici i dla mnie zawsze number one! Brak mi słów by opisać to jak Wam zazdroszczę w zdobywaniu celu i marzeń 😉 pozdrawiam ze smutnej jak piz… Anglii :p